Inne

B2B or not B2B

W tym roku mija 10 lat odkąd zacząłem zarabiać jako programista.  Były wzloty, były i twarde lądowania na tej części pleców która nie ma już takiej fajnej nazwy. Co ciekawe (pewnie głównie dla mnie) 10 letnia rocznica dotyczy tak bycia programistą jak i bycia mężem mojej kochanej żony 🙂 Więc stałem się dorosłym członkiem społeczności jednocześnie z wejściem na rynek jako programista.

W tym roku obiecałem sobie wiele zmienić. Sporo już zmieniłem i mam nadzieję wiele mnie jeszcze czeka. Nowością w tym roku jest dla mnie praca w korporacji. Nigdy jeszcze nie pracowałem w naprawdę dużej firmie, w której są setki ludzi. O tym jak jest pewnie kiedyś napiszę, ale na razie o sposobie zatrudnienia.

Od tego roku dumnie zwać się mogę CEO mojej własnej, małej, jednoosobowej (nie licząc psa) firmy. Czym się różni i jak wygląda z perspektywy kolesia, który raczej lubi pewność i bezpieczeństwo sławetne B2B?

  • Po pierwsze wolność:

Gdy ktoś pracuje na umowę o pracę jest zobowiązany do zachowania terminów wszelakich. Najważniejszym z nich jest termin wypowiedzenia pracy. Jeśli chciałbym zmienić pracę, ponieważ dostałem super ekstra intratną propozycję to muszę w obecnej pracy wypowiedzieć rzeczoną umowę. I teraz bywa to dość skomplikowane, ale generalnie jeśli pracowałem do 3 miesięcy to mam 2 tygodnie wypowiedzenia. Jeśli pracowałem dłużej obowiązuje mnie miesięczne wypowiedzenie. Jeśli natomiast pracowałem ponad 3 lata to niemiłe zaskoczenie obowiązuje mnie 3 miesięczny okres wypowiedzenia.

Generalnie to akurat jest fajne, ma bronić pracownika, dawać mu czas na znalezienie pracy. Niestety dla programistów może to być hamulcem przed zmianą pracy. Projekty potrzebują zapełnić się natychmiast, wszystko jest zmienne i za 3 miesiące może stać się już nieważne. Do tego jest taki dowcip:

Siedzi 2 programistów przy piwie i jeden z nich mówi:

– Wiesz, ostatnio wywalili mnie z roboty. Musiałem szukać innej.

– I jak się z tym czułeś? – zapytał kolega.

– To było najgorsze 30 minut mego życia!

  • Po drugie pieniądze:

Jakby na to nie patrzeć pracujemy dla pieniędzy. No nie są może one najważniejsze, ale jednak bez nich praca traci sens. Również generalizując bardzo na kontrakcie zarabia się więcej* (jeśli się nie zgadzasz poczekaj do końca !). Firma wynajmująca może wrzucić sobie takiego pracownika w koszty. Jest wtedy skora więcej zapłacić. Do tego obsługa księgowa takiej firmy prawdopodobnie będzie banalnie prosta i jeśli nawet sam tego nie ogarniesz to profesjonalista zrobi to dla Ciebie za jakieś 100 zł netto miesięcznie, czyli prawdopodobnie taniej niż obsługa pracownika. Będąc na kontrakcie mogę wrzucać sobie w koszty dojazdy, kupno komputera. To pomniejsza moje podatki równocześnie zwiększając mój zysk. Dodatkowo, ponieważ to moja pierwsza firma, mam znacznie obniżony ZUS* (o minusach za chwilę, cierpliwości).

Minusem jest na pewno to, że nie wiadomo na 100% ile wyniesie przychód, bo raz podatek wyjdzie większy, raz mniejszy, ale najprawdopodobniej i tak będzie to większa kwota niż u kolegi na etacie ;). Trzeba uważać: jest też różnica między kwotą netto, a tym co dostaje się na rękę. Netto to bez podatku VAT, a na rękę to jeszcze od netto trzeba podatek dochodowy (19% prawdopodobnie), ZUS (ok 450 zł na początku), księgowa obsługa (ok 120 zł).

  • Po trzecie bezpieczeństwo:

Bezpiecznie jest pracować na etat. W sumie niczym się nie martwisz, odsiadujesz swoje 8 godzin, starasz się. Na koniec miesiąca dostajesz kwotę do ręki i cześć. Jeśli trzeba, to możesz przecież po godzinach robić co chcesz.

Na własnej działalności nie jest tak super. Dużo łatwiej rozwiązać kontrakt niż zwolnić pracownika. Nie chroni mnie prawo pracownicze (chyba, że przed sobą samym 🙂 ). Kontrakt który podpisujesz jest umową między firmami i może zawierać wiele skomplikowanych wpisów, które na pozór wydają się nieważne. W zasadzie należy przeczytać każde zdanie kontraktu i jeśli coś jest niejasne, i choćby wzbudza wątpliwości to wyjaśnić po co taki wpis został dodany. Zazwyczaj wpisany jest też “pakt o nieagresji” – jednym słowem zobowiązanie do pracy tylko i wyłącznie dla danego pracodawcy i zakaz pracy po rozwiązaniu umowy w tej samej branży przez jakiś czas. Trzeba na to uważać!

Jeśli zacząłeś tak jak ja działalność, to płacisz mniejszy ZUS, a to oznacza, że w razie “W” twoje ewentualne odszkodowania i pomoc finansowa od Państwa jest równoznaczna z malutką jałmużną. W tą czy w tą nie jest to wysoka kwota, więc dodatkowo ubezpieczam się i odkładam na emeryturę. Te dodatkowe wydatki są bardziej zabezpieczeniem mojej rodziny niż mnie.

Bezpieczeństwo utrzymania w pracy stoi po stronie pracownika na etacie. Natomiast jeśli jesteś na kontrakcie łatwiej Ci tą pracę zmienić. Łatwiej też zawiązywać nowe umowy. Na koniec łatwiej też sprzedać swoją “pracę po pracy” kiedy możesz wystawić za to fakturę.

Są też dodatkowe obowiązki jeśli prowadzisz firmę, takie jak rozliczanie się z ZUS oraz US. Czasem jest to powiedzmy… Niebezpieczne. W Polsce Urząd Skarbowy patrzy na człowieka wilkiem (prywatne i niemiłe doświadczenia), a każdego z góry traktuje jak złodzieja. Mowa była o terminach, te są jeszcze ważniejsze. Każde spóźnienie to dywanik, odsetki, nawet blokowanie konta i inne takie. Urząd Skarbowy potrafi uprzykrzyć życie nawet za 5 złotych, więc nie jest to bezpieczne.

  • Po czwarte pieniądze jeszcze raz:

Posiadając własną firmę mam wiele różnych wydatków dodatkowych. Księgowa, dodatkowe ubezpieczenia. W większości umowa jest skonstruowana tak, że jak nie pracujesz to nie zarabiasz. Oznacza to tylko jedno, dowolne wolne to “strata” pieniędzy. Dowolna choroba to również strata pieniędzy. Często można sobie te niedogodności powetować jeszcze wyższą pensją. Można sobie wliczyć urlop i ewentualne wolne chorobowe w pensję. Mówi się że kontraktorzy to najzdrowsi i najbardziej zapracowani ludzie na świecie.

Z drugiej strony można celowo zarabiać mniej i brać więcej urlopu. Kontraktor o ile nie jest to zapisane w jego umowie może pracować zadaniowo, lub przynajmniej brać więcej urlopu niż zwykły pracownik.

  • Po piąte i ostatnie zdrowie psychiczne:

Wszystko ma swoje plusy i minusy. Staram się lawirować pomiędzy nimi, by mi było wygodnie. Praca podług własnej działalności potrafi wykańczać psychicznie (zwłaszcza nasze urzędy). Jest jakaś niepewność jutra, ale jest to też pobudzające. Praca na własny rachunek daje dużo satysfakcji. Pozwala też budować jakąś własną markę.

Praca dla siebie może powodować niezdrowe podejście do tejże, ale nie musi. Wygląda na to, że zdrowe poukładanie wszystkiego da więcej plusów niż minusów. Najważniejsze to zachować zdrowie psychiczne i pracować tak dla pracodawcy i dla siebie. Na razie jestem zadowolony, ale konkretnie o pracy kiedy indziej. Mam nadzieję, że uda się spełniać własne cele i pragnienia pozostając w zgodzie ze sobą, rodziną i pracą 🙂 Czego i Wam życzę oraz pozdrawiam!

4 thoughts on “B2B or not B2B”

  1. “Zazwyczaj wpisany jest też “pakt o nieagresji” – jednym słowem zobowiązanie do pracy tylko i wyłącznie dla danego pracodawcy i zakaz pracy po rozwiązaniu umowy w tej samej branży przez jakiś czas. Trzeba na to uważać!”

    Tą informację proponuję zweryfikować jeszcze, ponieważ swego czasu pracując na etacie także miałem taki wpis (3 miesiące po zakończonej współpracy) w umowie co mi się nie podobało dlatego popytałem i poczytałem trochę. Z tego co znalazłem wówczas wynika że firma ma możliwość zakazać konkurencji po zakończonej współpracy TYLKO i wyłącznie w tedy kiedy w czasie tego okresu nam płaci. Oczywiście jest w tym pewien haczyk ponieważ nie musi płacić pełnej kwoty wypłaty, ale tylko wtedy ma możliwość zabronić konkurencji. Jeśli tego nie robi (a w większości przypadków tak jest) po rozwiązaniu umowy obie strony rozchodzą się i nie są w żaden sposób związane ze sobą.

  2. No jest też możliwość taka, że płacą “odszkodowanie” jednorazowe za ten zakaz. I zazwyczaj takie odszkodowanie jest wpisane. Coś w okolicy 1 pensji… Ale owszem, z tym można powalczyć, ale należy uważać na takie wpisy!

  3. Cześć,
    Ciekawy artykuł o + i – B2B 🙂
    Natomiast jedno pytanie nurtuje mnie od kilku miesiecy: dlaczego korporacje / firmy w przeważającej części ofert zatrudniają kontraktorow za pośrednictwem agencji.

    1. Całkowicie odpada im zarządzanie pracownikami. Dostają fakturę i mają wszystko gdzieś. Mają 1 kontrakt (czy 2-3 jak jest więcej agencji) i na nim się skupiają. Co oznacza mniej papierków, mniej ludzi potrzebnych do obsługi mniejsze koszty (raz na miesiąc 1 faktura na dużą kwotę, a nie np. 300 na mniejsze). No i każdy taki maly kontraktor chce co innego (ja np. pracy zdalnej co jakiś czas) w umowie. Kupa roboty, a ni sobie jej oszczędzają.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *