Inne

Soneta, czyli czego nauczyłem się przez ostatnie 4,5 roku

Eh… Człowiek w życiu popełnia wiele błędów. Zapytałem kolegi jak odczytał poprzednią treść tego posta. Odczytał bardzo niepozytywnie i zupełnie nie tak jak zapamiętałem tą firmę. Nie wiem co się stało, że skupiłem się na pewnych problemach, które ma ta, ale i inne firmy. Przepraszam każdego, kto musiał czytać poprzedniego gniota. Teraz postaram się to zrobić lepiej! No to jeszcze raz, tym razem bez aż takich emocji 🙂

4,5 roku temu zostałem zatrudniony w firmie Soneta. “Parametry wejściowe” były dosyć proste. Zadaniem było napisać dodatek do Excela, który będzie wyciągał informacje z programu Enova, oraz wpisane do Excela informacje umieścić w Enovie. Chyba poradziłem sobie dobrze, bo dostałem się i z uśmiechem mnie przyjęto.

Na początku zajmowałem się AWW – Analizy Wielu Wymiarowe. Z niewiadomych mi przyczyn mimo mojego doświadczenia w tworzeniu stron internetowych skierowano mnie do zajmowania się dodatkiem łączącym program z Excelem właśnie. Poprawiłem trochę działanie tego dodatku (który potem przeszedł w opiekę innego developera), a potem zająłem się innymi rzeczami. Jedną z nich było stworzenie instalatora produktu. Fajna sprawa i teraz wiem, że wykonałbym to inaczej. Ale jak na ówczesną moją wiedzę to co udało się stworzyć w Inno Setup było naprawdę fajne. A co najważniejsze – proste w utrzymaniu i łatwe w rozwijaniu. Dostawałem potem sporo requestów o stworzenie instalatorów do innych produktów czy modyfikacje w tych i zawsze było to przyjemne.

Inną rzeczą, którą się zajmowałem w tej firmie było coś, co popularnie nazywamy dziś “stalkingiem”. Nawet w pewnym momencie ktoś się śmiał, że jak jeden z rzymskich polityków, który zawsze kończył swe przemówienia “… a Kartagina musi zginąć”, ja kończę swoje słowami “.. a TFS należy wymienić na Gita”. No i faktycznie tak było. Nagabywałem, pokazywałem, uruchamiałem testowe wersje. Później juz z pomocą kolegów, którzy dali się namówić nagabywaliśmy wspólnie. Po 4 latach pracy u podstaw i tego “stalkingu”, o którym wspominałem, udało nam się zmienić podejście firmy do Source Control. Bylem prze-szczęśliwy i prze-zadowolony. Dokonaliśmy czegoś, co wydaje się niektórym niemożliwe. Naprawdę duma mnie rozpierała i chciałem o tym powiadomić cały Świat. Co notabene zrobiłem. Oczywiście przenoszenie kodu, szkolenia, merge, wszystkie problemy, które z tego wyniknęły – kolektywnie i wspólnie rozwiązywaliśmy. To było bardzo dobre.

Nauczyłem się jak naprawiać błędy. Że może nie należy rzucać się na wszystko i jak wszystko wygląda fuj, to zaraz wszystko zaorać. Nie warto niszczyć karłowatego i krzywego lasu, lepiej go pielęgnować. Tak też czyniłem czytając Becka, Fowlera czy Evansa. Ponieważ pielęgnacja trwa długo, i czasem trzeba tylko patrzeć i nie naruszać struktury (by jej nie zniszczyć) w międzyczasie zajmowałem się robieniem narzędzi i zabawek do firmy. A to napisałem jakąś porównywarkę w GoLang, a to pomacałem gdzieś testy Selenium. No tykałem się czego się dało 🙂

Ha! Ale niektóre rzeczy wymagają przeorania. Udało mi się rozpocząć refactoring pewnego elementu, który odpowiadał za drukowanie raportów. Pomagał mi w tym kolega z zespołu R&D. Pomacałem w praktyce inne podejście do programowania. Zobaczyłem wzorce projektowe, częściowo funkcyjne programowanie. Swoje do tego dołożyłem, bo pracowaliśmy w XP oraz TDD. Swoją drogą praca w czystym XP, funkcja po funkcji jest naprawdę fajne. Dzięki Mateusz! (Swoją drogą macbook od 50 dni działa ok… 🙂 ).

W firmie też udało mi się namówić ludzi na różne ciekawe aktywności. Starałem się wprowadzić DevDay. Albo raczej taki hackaton. Wszystko było załatwione i ustawione, i udało nam się kilka razy spotkać. W ramach takich spotkań calutki boży dzień mogliśmy pisać co nam się żywnie podobało w technologiach, jakie nam pasowały. Naprawdę było fajnie. Szef również przyjął to z atencją i bez problemu i pozwolił nam “zmarnotrawić” ten 1 dzień w miesiącu – dzięki Prezesie. Po tych kilku spotkaniach staraliśmy się utrzymać to online, ale niestety to juz nie to. A ponieważ większość z nas pracowała zdalnie, to i ciężko było o spotkania (ja miałem 200 km do pracy 🙂 ). Miałem też setki innych pomysłów niektóre zrealizowano (wsparcie tegorocznego Daj się poznać na ten przykład 🙂 ). A innych nie. Takie jest życie, nie każdy mój “genialny” pomysł był dobry, ale nad każdym się pochylano 🙂 Dzięki Jaga!

A właśnie – praca zdalna. Wszyscy programiści mogli pracować zdalnie – to było coś. Ta firma ma to naprawdę dobrze ogarnięte. Spotkania raz na 2 tygodnie i w sumie można pracować nawet z Gdańska (w Krakowie jest lotnisko). Spotkania to też był miły kawałek czasu. Po pierwsze po jakoś 4 latach pracy zgadałem się z kolegą, którego brałem po drodze i jechaliśmy razem. To było miłe pogadać na tematy programistyczne z naprawdę klawym gościem. Zresztą kolesiem, który nauczył mnie najwięcej w tej firmie i po którym zbierałem dobre nawyki. Kolesiem który był muzą do wielu moich artykułów na tym blogu 🙂 Spędziliśmy programując razem (albo ja gapiłem się jak on programuje) wiele godzin na Skype. Poznałem nawet jego wspaniałe córeczki i żonę, jak zaprosił mnie o 7 rano na herbatę, bo tak wcześnie to on do pracy nie pojedzie 🙂 Dzięki Sebastian!

Zresztą ludzie w firmie to jej siła. Naprawdę mili i przyjemni. Pomocni jeśli trzeba, fanatycznie wręcz do firmy przywiązani. Zawiązałem naprawdę kilka fajnych znajomości. I dzięki tym znajomościom zacząłem jeździć na konferencje. To właśnie w Sonecie byłem na ABB DevDay i to nie sam, na Confiturze, Quality Excites, Get Net i wielu wielu innych. Na każdych towarzyszył mi co najmniej skład minimalny czyli Tomek, Klaudiusz i ja! Super było podróżować z Wami i spotykać się na miejscu. Do zobaczenia na tegorocznym QE już w tą sobotę!

Cieszę się tez, że pracowałem w takim super zespole. Co prawda to oni byli zgrani, a ja jako jedyny programista dopinałem co i gdzie trzeba by wszystko działało, ale naprawdę miło było co te 2 tygodnie pojawiać się w pokoju i być witany jak swój. Swoją drogą miałem super kierownika. W sumie jedną z niewielu osób które parły do przodu i chciał więcej, lepiej i mocniej. Miał ciekawe i nieszablonowe pomysły. Jak juz jechał na konferencje to zawsze coś ciekawego stamtąd wygarnął i zastosował. Strasznie mi się to podobało! Np. będąc pod wrażeniem tego jaka jest organizacja w Pixarze, poprzestawiał sam wszystkim biurka w pokoju. Mega! Sebastian trzymaj tak dalej i DO BOJU! 🙂

Ale nie było tylko różowo. Pare razy byłem wypalony. Mimo, że chciałem coś zmienić w pracy w ramach jednej firmy ciągle kierowano mnie do tego samego. Czasem musiałem siedzieć nad nieciekawymi problemami i znikąd pomocy. No ale w poprzedniej wersji tego arta było o tym za dużo! To w tej będzie za mało.

Czemu zmieniłem pracę? Bo to już był najwyższy czas. Sporo osiągnąłem, ale jako osoba, jako ja, chciałem być już gdzieś indziej. Poznać coś nowego, inne sposoby pracy, inne technologie i ludzi, którzy w nich robią. I tak zostałem konsultantem dla branży finansowej 🙂 Ale o tym kiedy indziej.

Cieszę się, że pracowałem w Sonecie. Nieraz napsuła mi krwi, nieraz napsułem jej i ja. Bywało ciężko, ale bywały tez i cudowne, a nawet wzruszające chwile… Na pewno nie żałuję tego wpisu w CV.

Jeśli miałbym, to poleciłbym tą firmę młodym ludziom. Na pewno jest się tam od kogo uczyć (Bartek, Sebastian, Marciny… Wiele by wymieniać, ale tych warto słuchać szczególnie). Także dość niski próg wejścia jest plusem, choć potem może być naprawdę ciężko. Doświadczeni mogliby wiele wnieść do firmy i również wiele się nauczyć. Jest sporo ciekawych małych projektów, a z tego co wiem po dzisiejszej rozmowie z moim kierownikiem -> moje miejsce jest jeszcze wolne -> polecam je zająć, bo nie było tak źle 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *