Pierwszy raz miałem problem czasowy ze spotkaniem grupy. Ale chyba nie tylko ja, bo jakoś tak przybyło bardzo mało osób. Ci, którym się ta sztuka udała (Żona ich nie zatrzymała? Nie mają żony?) na pewno nie żałują. Ponieważ na czwartym spotkaniu było wybitnie koszernie. Znów koledzy z Happy Team nie zawiedli. Wysłali jednego “ludzia”, ze swego bardzo zainteresowanego różnymi językami grona, by przedstawił nam kolejny twór w którym ostatnio maczam palce – Swift. Wcześniej było to Go, którą to prezentację bardzo sobie chwaliłem. Na następnym spotkaniu dopełnieniem byłoby F# (Michał?).

Ale żeby było bardziej wartościowo – pojawił się też Bartłomiej Kozal, który objaśnił nam sytuację z Shelly Cloud (Ragnarsonem bardzo się interesowałem jak próbowałem Ruby, jako jedyni mieli siedzibę w Częstochowie – obok mnie). Mało tego – pokazał nam jak to jest być CEO i jak zamknąć firmę z przytupem. A na koniec okrasił to wnioskami i wyciągniętą nauką. No więc po kolei!

Minimalnie zdyszany (nie nie biegłem, no jakże, nie! Dżentelmeni nie biegają!) ucieszyłem się, że zdążyłem. Swift – ostatnio sporo w tym siedzę dla Daj się poznać. Ciekawy, otwarty język od Apple, o którym mam swoje własne przemyślenia. Maciek Woźniak rozpoczął od ostatnio popularnego żartu z okładką książki nauki o Swift z Taylor Swift na okładce. Później było już tylko piękne, czerwone, pachnące mięcho skwierczące na ruszcie jego słów.

Moje pierwsze szokujące zaskoczenie. Koleś wykorzystał Sandbox zamieszczony w XCode do zrobienia prezentacji – WoW. I to naprawdę było super – prezentacja z kodem, który jest kompilowany i można go zmieniać i dostawać errory… No ale OSX rulez (MacBook nie! – znów mi się psuje). Musze to kiedyś obadać.

Happy Team Co-owner opowiedział o wszystkich elementach języka, jakie poznałem do tej pory. Co ciekawe nic nie pominął. Wszystko było bardzo dopracowane i nie pozostawione przypadkowi. Naprawdę klasa-  zwłaszcza, że kolega z jego teamu Michał, próbował wszelkich swych sił by mu utrudnić i kod popsuć, oraz zmuszać go do kodowania live. Sam język w ustach autora wypadł bardzo dobrze. Dowiedziałem się, że IBM stworzył bibliotekę do pisania kodu backendowego w Swift. Również tego, że Google rozważa ten język jako kolejny obok Javy dla Androida. Na razie na pewno można w nim robić fajne rzeczy w produktach Appla. Było trochę historii i trochę opisu języka. Właściwie po tej prezentacji można sobie odpuścić tą. Wiem bo widziałem obie.

To czego mi zabrakło to pewności siebie. Miałem wrażenie, że prezenter mocno się zestresował. To czego również mi brakowało to porównanie z jakimś innym językiem (Rust, Go, czy Java), choć muszę przyznać, że elementy takich porównań były. No i zabrakło mi jakiegoś podsumowania bardziej osobistego – podoba się ten język? nie podoba? nadaje się, nie nadaje? Troszkę bardzo technicznie, mało opisane. No i za słabo napiętnowano brak GC. Sam nie chciałem tego tam robić, bo to nieładnie się wtrącać (co i tak mi nie przeszkadza czasem 3 grosze zostawić, albo 12) 🙂

Nie będę opisywał dokładnie co mówił autor prezentacji – jeśli kogoś nie było niech żałuje, posypie głowę popiołem i następnym razem niech przyjdzie! Bo warto! (Ale o co chodziło z tą ramką na zdjęcia? Bo przydałaby mi się taka 🙂 ).

Tuż po Swifcie mieliśmy okazję posłuchać historii Bartka Kozala. A historia ta jest nie byle jaka. Kolega po fachu, miał okazję w swym młodym jeszcze życiu zakosztować pracy na każdym chyba stanowisku w firmie, która stanowiła najpoważniejszą Polską odpowiedź na heroku :). Shelly Cloud, bo o tej firmie mowa było hostingiem aplikacji napisanych w ruby. Zapewne głównie Rails albo Sinatra. W każdym razie Bartek na wskaźniku czasowym pokazał nam jak działała firma, co on robił w poszczególnych fazach jej przeistaczania. Wskazał najważniejsze fakty i elementy, które jego zdaniem miały wpływ na zakończenie działalności tej spółki. Było to o tyle ciekawe, że byli naprawdę innowatorami, a jednak… Coś nie zadziałało.

Ponieważ od przyszłego miesiąca będę sobie sterem, żaglem i okrętem – dokładnie wsłuchiwałem się co mówił Bartek. A mówił ciekawie. Jeżeli będziecie mieli okazję go gdzieś posłuchać – naprawdę warto! Podsumowując jego wypowiedź – zabija nuda, zbyt duża liczba osób decydujących o losach firmy, brak celów i niedobranie osób współpracujących ze sobą.

Po głównej części prezentacji autor poprosił o zadawanie pytań na tematy techniczne dotyczące Shelly… Zamiast tego dostał “1000 pytań do” o jego nowy produkt, który buduje. Sam jestem zainteresowany, bo uwielbiam podróżować, a to co chłopaki wymyślili (Bartek i jego brat) warte jest zapamiętania i wypróbowania. Chociaż osobiście miałbym kilka pomysłów dodatkowych -> dodać elementy dla rodzin podróżujących autem. Pokierowanie na parking, a stamtąd dalej. Byłbym też gotowy zapłacić za aplikację, która po podaniu celu podróży (Szwecja, Norwegia, Finlandia) oraz czasu zaplanowanego wybierze najważniejsze rzeczy, które należy zwiedzić. Albo podobnie jak w mapach Google – z odpowiednią dokładnością będzie pokazywała co warto zwiedzić w zależności od tego jak oddalam i zbliżam widok mapy. To co mi się podobało, kiedy opowiadał o swoim nowym produkcie, to badanie jakie wykonano by obliczyć opłacalność inwestycji, oraz plany z tym związane. Naprawdę super robota!

Nie pozostało mi nic innego jak powiedzieć, że te spotkania naprawdę dają kopa. Warto na nie jeździć, warto się spotykać. Co prawda tym razem wywinąłem się od razu, ale niedługo, jak będę pracował w Łodzi… może uda się wyskoczyć na piwko po takim spotkaniu 🙂 Mam nadzieję, że do zobaczenia następnym razem!

 

 

2 Replies to “DevLdz Spotkanie czwarte -> Swift i CEO

  1. Wow, aż miło się czyta taką recenzję! Wielkie dzięki, za cały ten feedback – na pewno wezmę sobie do serca :). Co do stresu – domyślam się, że było to widać, ale cóż – to był mój pierwszy raz 😀 (nie tylko na devLDZ, ale w ogóle na jakiejkolwiek grupie), więc może następnym razem będzie lepiej. Masz rację co do braku “emocjonalnego” podsumowania – nauczka na przyszłość. Starałem się upchnąć jak najwięcej technicznego stuffu i jakoś zapomniałem o jednej z ważniejszych rzeczy. Mogę napisać tutaj krótko, że język może mnie nie zachwycił (głównie ze względu na wady które były na slajdzie), ale spodobał mi się na tyle, że jeszcze chętnie w nim “posiedzę” :).
    A o jakiej ramce piszesz? Jeśli o tej co stała na stoliku niedaleko ekranu to jakiś element dekoracji / autopromocji Business Linku (chyba :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *