Inne

Sii Get Net w Łodzi – wrażenia.

To już druga konferencja w tym miesiącu (człowiek się rozbestwia). Ale to miło, że można zaczerpnąć wiedzy i trochę inspiracji do pracy od kolegów, którzy chcą się tym dzielić. Sii Get Net w Łodzi – wrażenia:

Wikt i opierunek

Po wyruszeniu i sprawdzeniu dokładnie (Łódź to ja znam drogie koleżanki i koledzy) okazało się, że miejsce się zmieniło w stosunku do poprzednich edycji. Tym razem spotkanie odbywało się na Łódzkim Uniwersytecie. Swoją drogą po drugiej stronie ulicy od akademików w których zdażało mi się balować za pięknych studenckich czasów. W ogóle ta konferencja jakaś dla mnie nostalgiczna była, ale o tym potem.
Po pojawieniu się na miejscu zobaczyłem małą rejestrację. 0 kolejek, wszystko podzielone na litery alfabetu. Wszystkie informacje wypisane na identyfikatorach, a te już podpisane przez organizatora. No miodzio w stosunku do 4Developers.

Mając jeszcze chwilę rozejrzałem się. Spory, wygodny, nowoczesny budynek. Typowo akademicki i tak urządzony. Ubikacje, w żadnym wypadku nie przeludnione, kilkanaście metrów od wykładów. Naprawdę fajnie. Aule wykładowe – wielka i mniejsza, w pełni elektrycznie sterowane (włącznie ze światłem, roletami czy rzutnikiem). Dobre nagłośnienie, nowoczesność po prostu 🙂

Niestety ponarzekać można na wikt troszeczkę. Tylko malutkie ciasteczka i kawa na dzień dobry, serwowana w plastykowych kubeczkach. Słabo. Na Get Net w Gdańsku mieli fajne bułki… Z drugiej strony kawa nie była zła. Obiad natomiast był ciekawy. Po pierwsze podany na małych talerzykach. Dodatkowo tak uszykowany, że nie trzeba było noża. Bak świeżych warzyw czy czegokolwiek. Jakieś makarony ryże i inne pomieszane z mięsem i innymi. Nie to żeby niesmaczne, ale gdzie indziej robią to lepiej.

Sam organizator to firma namawiająca programistów by pod ich egidą pracowali dla jeszcze kogoś innego. Wstęp był dość smaczny i krótki, reklamy nie rzucały się w oczy aż tak. Naprawdę fajnie.

Prezentacje

Byłem na 4 pierwszych prezentacjach i nie wiem jak to zrobiono, ale dla mnie ułożyły się idealnie 🙂

Pierwszy wystąpił Maurice De Beijer. Ta prezentacja nie miała kontr-prezentacji, więc byli na niej wszyscy. Skrótowo powiem, że pan Maurice, jako doświadczony pracownik marynarki próbował nas przekonać, że warto korzystać z pracowników portowych. Czyli cała prezentacja, jedyna po angielsku, była o Dockerze. Raczej jako wstęp dla osób, które nie wiedzą co to, po co i jak. Podsumowałbym ją jako całkiem interesujący wstęp i mimo wielu dłużyzn zostałem przekonany, że naprawdę warto spróbować i dać Dockerowi szansę.

Kolejny wykład na który się wybrałem to Marcin Malinowski i jego funkcyjne zabawki w obiektowej piaskownicy. Na pewno można znaleźć ten wykład na internecie. Wydaje mi się, że był na którejś online-owej konferencji :). Temat w miarę bliski memu sercu (wystarczy poczytać tego bloga 🙂 ), choć może parę rzeczy zrobiłbym inaczej. Po wykładzie nastąpiła ciekawa dyskusja w której ktoś przekonywał, że w ten sposób (po przerobieniu kodu na funkcyjny) tracimy wiele z tego co daje obiektowość. Że niby kod jest bardziej ścisły i ok, ale nie tak rozwijalny jak jego obiektowe odpowiedniki. Warto samemu zobaczyć i przemyśleć.

Później wybrałem się z racji zainteresowania na prelekcję Piotra Stappa, który zastanawiał się czy DevOps w banku w ogóle jest możliwe. Muszę zacząć od zajebistej koszulki z Alfem. To mój ulubiony bohater z dzieciństwa i przerobiłem setki komiksów z tym gościem. Moje dziecko tego nie zrozumie już… No ale wracając do meritum. Piotr przekazał nam z grubsza informacje opierając się na swoim bogatym doświadczeniu jak można podejść do tematu DevOps w Banku. Zrobił to porównując programowanie, a może wręcz całą współpracę IT w firmie do koszykówki. Porównania były wesołe 🙂 Najlepsze z kolesiami, którzy podawali sobie piłkę obijając ją o kosz, a ostatni rozwalił tablicę 🙂 Niestety cała prezentacja była dość chaotyczna, chociaż charakterna. Chyba nie zrozumiałem wszystkich elementów, ale odpowiedź na pytanie wyglądała na pozytywną 🙂

Potem w małej ciemnej salce pojawił się Andrzej Krzywda. Zamieniłem z nim parę słów i okazał się naprawdę gościem w dechę. Skromny i spokojny, taki z którym chce się wypić browar lub dwa i oddać się kilkugodzinnym rozważaniom nad tematem “Czemu C# jest lepszy od Ruby, a to wszystko i tak wyprze Haskel” 🙂 Nie oszukujmy się, na to wystąpienie najbardziej czekałem, bo patrzę na to co gada na Tweeterze Andrzej (Aha – zalecał przejście na Snapchata czy coś takiego) i podoba mi się jego tok myślenia. Najpierw pozytywne wrażenie wywarła mała biblioteczka którą utworzył mówiąc, że poleca te książki. Można je było pomacać i pooglądać, niestety nie brać do domu 🙁 Potem zaczął opowiadanie o fajnych rzeczach w fajny sposób. Zdecydowanie polecam oglądnąć sesję, bo to chyba najlepsza rzecz, którą widziałem od dłuższego czasu.

Podsumowanie

A potem żyli długo i szczęśliwie… A tak naprawdę, w zeszłym roku byłem na Get Net w Gdańsku, gdzie gadałem z Ayende (yay!). Prezentacje były tam na wysokim poziomie. W tym roku na Get Net w Łodzi i też jestem strasznie zadowolony. Zdecydowanie polecam takie właśnie konferencje – małe, zgrabne, fajnie przemyślne. Było tu dużo konkretnych i interesujących treści (wiem, to kwestia gustu, ale mnie przypasowały bardzo). Ogólnie jestem bardzo zadowolony!

4 thoughts on “Sii Get Net w Łodzi – wrażenia.”

    1. Nie był to mój pierwszy występ na konferencji, ale debiut tej prezentacji. Po prostu jestem z natury chaotyczny 🙂
      A prezentacja powstawała w bólach i trudach.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *